Bieganie to jest to co kocham. Każdego dnia rano sport uwalnia mnie od problemów i szarej rzeczywistości. Mogę być sobą, a moje problemy znikają. Wysiłek fizyczny mnie nie odstrasza wręcz przeciwnie przyciąga mnie do siebie jak piękna sukienka na wystawie sklepowej. Jestem zdecydowanie zwykłą szarą myszką w Los Angeles, ale pewnego dnia to się zmieni czuję to. Bicie serca nadawało moim krokom rytm im szybsze tętno tym zwiększałam tempo. Nie zwracałam na nic uwagi po za nawierzchnią, która rozciągała się prze de mną. Nie wierzę, że to już zaraz.... Bal maturalny ile ja na niego czekałam. W sumie to nawet mi się poszczęściło, bo idę na niego z kapitanem drużyny futbolowej. Sama nie wiem jak do tego doszło. Co prawda jestem w drużynie lekko atletycznej i świetnie się uczę. Nie myślałam, że mnie spotka ten zaszczyt. Zawsze sądziłam, że to Giny, która jest cheerleaderką i najpopularniejszą dziewczyną w szkole umówi się z Jasonem, a jednak to mnie wybrał. Nie miałam zamiaru odpuścić. Zatrzymałam się przy jednej z ławek. Wyjęłam słuchawki z uszu, a ręce oparłam o oparcie. Oddychałam głęboko czekając aż moje tętno się uspokoi. Jednak mój spokój przerwał biegnący nieopodal chłopak. Wyglądał tak pięknie. Najchętniej bym go schrupała. Boże zamieniam się w Giny. Włożyłam słuchawki i ruszyłam dalej. W tym momencie nie wiedziałam, że spotkam go jeszcze kiedyś, a los uknuł dla mnie okropną zasadzkę. Jednak moje wspomnienia o nie ziemskim blondynie rozmył wibrujący telefon. Zatrzymałam się i przesunęłam palcem po wyświetlaczu.-Słucham?-zapytałam.
-Hej Ashley-powiedziała Giny-Co tam robisz? Znowu biegasz?
-Tak. Co chcesz?-zapytałam.
-A muszę coś chcieć?-nienawidziłam jak odpowiadała pytaniem na pytanie.
-A czy dzwoniłabyś do mnie bez powodu?
-Znasz mnie za dobrze, a tak w ogóle długo będziesz? Bo siedzę w twojej jadalni i czekam na ciebie.
-Gdzie ty jesteś?!-zapytałam i małą się nie zakrztusiłam powietrzem.
-No sądziłam, że razem będziemy się szykować, a skoro obie miałyśmy fryzjerów i kosmetyczki zamówione do domu to stwierdziłam, że razem będzie milej.
-Zaraz będę-powiedziałam.
Jaka ona jest irytująca. Mam jakieś dziesięć minut biegu sprintem do domu. Pięknie. Wrócę zziajana i spocona. No, ale cóż od czego jest ciepła kąpiel. Ruszyłam czym prędzej do domu. Gina mnie kiedyś zabiję tymi swoimi niespodziewanymi wizytami. Właśnie ona i jej zachcianki. No, ale przecież jest córką znanej modelki i menadżera jednej z najlepszych wytwórni muzycznej w Los Angeles. Ja natomiast nie mam mamy, ponieważ zaginęła w tajemniczych okolicznościach. Kiedy tylko chce się czegoś dowiedzieć ojciec zmienia temat albo kończy rozmowę. Michael znowu jest słynnym na całym świecie pisarzem, a ja nigdy nie chciałam być sławna. Chciałabym być normalna. Nawet nie zauważyłam kiedy dobiegłam na miejsce. Do furtki doszłam głęboko oddychając i znowu zobaczyłam chłopaka z parku. Czy on mnie śledzi? Jednak odrzuciłam od siebie tą myśl tak szybko jak się pojawiła. Przecież co by od de mnie chciał taki boski chłopak, on nawet by na mnie nie spojrzał. Weszłam do domu i wyjrzałam przez okno, ale już go nie było. Dziwne. Jak tak szybko zniknął?
-Ashley!-usłyszałam krzyk przyjaciółki. Wywróciłam oczami.
-Czego?-powiedziałam z dezaprobatą.
-Mówi się proszę.
-Przerwałaś mi bieganie i się dziwisz?
-Biegać w tak ważny dzień jakim jest studniówka. Powinnaś była już dawno siedzieć w wannie.
-Giny przestań mi rozkazywać. To tylko studniówka nie wizyta prezydenta-moja przyjaciółka z pewnością miała ochotę mnie uderzyć, ale ten chłopak wyzwolił we mnie takie emocje, a ja nie mogłam ich powstrzymać.
-Coś się stało?-zapytała. Nie chciałam jej opowiadać o porannym zdarzeniu. To wszystko jest bezsensu.
-Nie. Idę do wanny.
Chciałam od niej uciec i od tego całego zgiełku. Miałam ochotę rzucić wszystko i wyjść z domu. Odpocząć, odetchnąć cokolwiek. Miałam dziwne uczucie, że za rogiem czai się niebezpieczeństwo. Chociaż kiedy ja nie miałam takiego odczucia. Towarzyszyło mi ono od zawsze i to przeczucie, że ktoś mnie obserwuje. Jestem dziwna i tyle. Kąpiel mnie otrzeźwiła i zmyła ze mnie nie tylko brud, ale i złe przeczucia o których kompletnie zapomniałam.
***
Kończyłyśmy się szykować. Obie wyglądałyśmy jak z bajki. Niczym księżniczki w dniu koronacji.
-Ashley! Wasi partnerzy właśnie przyjechali!-krzyknął mój ojciec z dołu.
-Już idziemy-odkrzyknęłam-Gotowa?-spojrzałam na Giny, która wyglądała tak pięknie i stwierdziłam, że ja wyglądam o wiele gorzej.
-Tak-powiedziała uśmiechnięta od ucha do ucha,. Zaczęłyśmy schodzić po wielkich schodach tak ja w filmach. W sumie chciałyśmy uzyskać taki efekt.
-Wyglądasz cudnie-powiedział Jason, który był we mnie wpatrzony jak w obrazek.
-Ładnie wyglądasz-rzucił od nie chcenia Spencer. No nie wierzę ta dziewczyna się tak starała i do tego on jej się podobał, a on zachowuje się jak kompletny dupek. Masakra. Zaraz go uderzę.
-Córciu mogłabyś pozwolić na chwileczkę?-zapytał niepewnie mój ojciec.
-Tak. Coś się stało?-zapytałam podążając za nim do kuchni.
-Nie będzie mnie teraz długo, bo mam światowe ternu z książką. Nie wiem kiedy wrócę. Ale najwcześniej za jakieś trzy miesiące. Nie zrób niczego czego ja bym nie zrobił-powiedział podając mi swoją kartę kredytową.
-Jasne-powiedziałam z radością. Będę mogła robić co chcę. Nie będę musiała wysłuchiwać tych monologów.
-Baw się dobrze i wyglądasz pięknie. Matka byłaby z ciebie dumna.
W moich oczach pojawił się smutek. Kilka lat temu moja matka zaginęła i ślad po niej też. Nikt nie znalazł ciała ani jakiekolwiek śladu. Zapomniałam policjanci to skończone durnie przez których ja wraz z ojcem musiałam chować pustą trumnę. Pewnie, że matka była by ze mnie dumna. Jestem grzeczną, rozważną i obowiązkową dziewczyną, która matka nie marzy o takiej córce. Mam nadzieję, że widzi mnie tam z góry.
***
Zabawa się już rozkręciła. Każda para miała już pamiątkowe zdjęcia. Cieszyłam się, że przyszłam z Jasonem, ponieważ był świetnym tancerzem i nie odstępował mnie na krok. To było dziwne i kompletnie do niego nie pasowało. W pewnym momencie zobaczyłam, że Gina tańczy z jakimś przystojniakiem, którego nie znałam. W tym samym momencie poczułam na sobie czyjś wzrok. Odwróciłam się i zobaczyłam tego samego chłopaka, który biegał w parku, był pod moim domem, a później rozpłynął się w powietrzu. Tak się na nim skupiłam, że kompletnie zapomniałam o Jasonie. Przestał mieć dla mnie jakiekolwiek znaczenie. Jednak po chwili wróciłam do rzeczywistości, jednak tylko na jedną małą chwilę, ponieważ po chwili usłyszałam jego aksamitny głos.
-Odbijany-powiedział i porwał mnie z ramion Jasona. Chłopak chciał zaprotestować, ale było już za późno.
-Kim jesteś?-zapytałam.
-A czy to ważne?-odpowiedział pytaniem na pytanie.
-Tak. Chcę wiedzieć kto mnie śledzi.
-Ja cię śledz?-powiedział, a ja po raz pierwszy spojrzałam w jego brązowe oczy, które mnie pochłonęły. Czułam, że nogi po de mną miękną.
-Tak-odpowiedziałam ledwie słyszalnym szeptem.
-Ja cię nie śledzę. To wszechświat ciągnie mnie do ciebie-czyli on darzy mnie sympatią. Czułam, że zaraz eksploduję radością.
-I tak chciałabym poznać twoje imię.
-Jestem Derek. Miło mi cię poznać Ashley.
-Skąd znasz moje imię?-zapytałam lekko zdezorientowana.
-Przecież jesteś córką sławnego pisarza.-w tym momencie muzyka zmieniła się na znacznie wolniejszy kawałek. Derek przyciągnął mnie do siebie i otulił ramionami w których czułam się bezpiecznie.
-Czemu akurat ja?-zapytałam po chwili.
-Nie rozumiem.
-Ty jesteś piękny możesz mieć każdą, a ja taka zwykła, nijaka szara myszka.
-Wcale nie. Jesteś śliczna tylko tego nie zauważasz. Nie masz wysokiego ego jak inne dziewczyny w tej sali. Jesteś po prostu sobą i nie martwisz się opinią innych.
Piosenka się skończyła, a Jason odebrał mnie z ramion Derka. Obejrzałam się aby ujrzeć go jeszcze przez sekundę, ale jego tam nie było. Dziwne. Miałam ochotę wrócić do domu i skakać z radości. Niestety nie mogłam Giny by mnie zaszlachtowała, a po za tym to ostatnia taka impreza w życiu. Po chwili zobaczyłam przyjaciółkę wychodzącą z sali z jakimś mężczyzną. To nie było do niej podobne.
-Jason muszę iść-powiedziałam i ruszyłam za przyjaciółką.
Nie wiedziałam co mnie czeka za zakrętem, ale mimo tego nie dawałam wygrać strachu. Musiałam iść za Giny przecież jej nie zostawię na pastwę losu. Po chwili zobaczyłam ją wychodzącą z nim w alejkę za szkołą. Pobiegłam do drzwi i powoli je otworzyłam. Serce łomotało mi w piersi. Wiedziałam, że zaraz stanie się coś strasznego. Jednak kiedy wyszłam przed budynek nie widziałam ich. Musieli wejść w boczną uliczkę. Poszłam w jej kierunku czym prędzej. Kiedy wyszłam zza rogu. Zobaczyłam Giny, która wyglądała z początku jakby się z nim obściskiwała, lecz potem zobaczyłam jak jej oczy się zamykają, a po szyj spływa strużka krwi. Po chwili jej ciało opadło na ziemię, a mi przed oczami wszystko się rozmyło usłyszałam szept "Idź do domu". W sekundę później znalazłam się dwie przecznicę od mojego domu. Nie wiedziałam jak to się stało. Poszłam prosto w stronę domu chociaż nie miałam wcale na to ochoty. Giny nie żyję. Po moich policzkach zaczęły spływać ogniste łzy. Chciałam krzyczeć, ale głos nie mógł przedrzeć się przez gulę bólu w moim gardle. To wszystko jest takie dziwne, a najgorsze jest to, że wampiry istnieją. Teraz wiem to na pewno.
Przepraszam, że tak długo nic nie dodawałam, ale nie miałam czasu i weny.
Do następnego :D
Czekam na następny.
OdpowiedzUsuńKolejny, prosze! Juz lubie Derka.
OdpowiedzUsuń