niedziela, 17 sierpnia 2014

3.Przemiana


Czytasz=Komentujesz


Było już po wszystkim ten wampir mnie wykorzystał, a ja przez jego hipnozę pozwoliłam mu na to. Mój umysł nie był tak silny jak myślałam. Teraz pozostało mi tylko leżeć skulona i cichutko szlochać. Nie miałam siły walczyć moje ciało było całe w siniakach, a z ubrania została tylko bielizna.

-Jesteś całkiem dobra w te klocki mimo, że jesteś człowiekiem-powiedział podnosząc mnie za ramię. Splunęłam mu w twarz. On tylko roześmiał się tym swoim gardłowym śmiechem i spoliczkował mnie.
-Widzę, że jesteś damskim bokserem.
-I jeszcze wiele razy mogę się z tobą zabawić-moje ciało było już posiniaczone, drugiego takiego zdarzenia by nie wytrzymało.
-Nie. Jeśli nie chcesz mnie wykończyć. Twój pan Waldemar nie był by zadowolony gdybyś mnie wykończył-powiedziałam patrząc się na niego z żalem.
-W sumie masz racje, ale jeden numerek w tą czy w tą nikomu nie zaszkodzi-przygryzł mi ucho. Moje ciało przeszedł dreszcz, ale nie z podniecenia tylko strachu i zimna. Po moich policzkach zaczęły szybciej spływać łzy. Czułam się brudna i to nie tylko z powodu zanieczyszczeń na moim ciele, ale i w środku. To Maks zbezcześcił moje ciało.
-A co zrobi on gdy się dowie?-powiedziałam z trudem łapiąc powietrze.
-On wykorzystuje świeżo stworzone wampirki jeszcze mocniej, a dawno nie dostał nowego ciała, więc wysłał mnie po ciebie.
-Z tego co mi wiadomo mężczyźni nie lubią się dzielić swoimi kobietami.
-Zaiste, ale Waldemar nie jest taki. Chociaż zaczynasz mnie nudzić.
-Czyżby?-zapytałam siląc się na odwagę.
-Tak. Teraz będziesz cicho i zrobisz wszystko co ci karzę-szepnął mi do ucha-i masz się zwracać do mnie panie. Zrozumiałaś?
-Tak jest, panie-powiedziałam chociaż nie zamierzałam.
-Na kolana-moja głowa krzyczała nie, ale moje ciało to zrobiło. Znowu ta cholerna hipnoza-Ale najpierw zdejmij bieliznę-nie! Znowu to samo. Nie mogłam temu zaprzestać choć starałam się ze wszystkich sił, ale nie skutkowało. Klęczałam przed Maksem kompletnie naga.
-Zadowolony jesteś, panie. Wykorzystujesz mnie przez hipnozę-odrzekłam szyderczo. Zgiął się wpół i znowu zbliżył twarz do mojego ucha.
-Masz być miła i potulna do tego ma ci to wszystko sprawiać przyjemność-na mojej twarzy pojawił się uśmiech, ale to tylko zewnętrzna moja strona. Wewnętrzna natomiast całym ciałem krzyczała nie, ale nie miała siły przebicia-Kotku, chyba wiesz co masz robić, no dalej.
-Panie, a jak nas ktoś tutaj zobaczy-powiedziałam moje wnętrze nieudolnie próbowało to opóźnić, ale ręce już sięgały to guzika jego spodni.


***

Znowu to samo. Kiedy tylko teraz na mnie patrzył moje ciało przebiegały nieprzyjemne dreszcze. Miałam go dość. Maks wiedz, że zmieniona czy nie dorwę cię i zabiję. Za te wszystkie krzywdy, siniaki, pozbawienie mnie dziewictwa, a prze de wszystkim za tą hipnozę. Czułam się okropnie. Nienawidzę gościa.

-Nie patrz się na mnie tak. Przecież ci się podobało.
-To tylko złudzenie. Jesteś obrzydliwy-on tylko się uśmiechnął.
-Było fajnie, ale teraz koniec tego dobrego. Czas na twoją przemianę-powiedział, a w jego oczach zobaczyłam błysk.
-Mianowicie co chcesz zrobić?-zapytałam z przerażeniem.
-To skomplikowany proces. W twoim ciele muszą zostać dwa litry krwi do której dodam moją i umierając jako człowiek z moją krwią w twoich żyłach staniesz się wampirem, a po chwili zatrzymania serca, tętno zostanie przywrócone, ale znacznie mniej wyczuwalne i rzadsze.

Wzięłam do ręki kamienia i ostatnim zrywem sił przyłożyłam mu nim w czaszkę. Zatoczył się do tyłu, a ja miałam czas na próbę podniesienia się, ale moje obolałe mięśnie odmówiły posłuszeństwa. Byłam głodna, zmęczona, wycieńczona i obolała. Nie miałam szans. Muszę się poddać. Może jest jakiś sposób na odwrócenie przemiany. Po chwili poczułam uderzeniu pięści w mój brzuch. Zaczęłam kasłać i zwijać się z nagłego przypływu bólu. Po chwili znowu jego szept.

-Cicho. Nie ruszaj się i nie krzycz-powiedział.

Po czym wgryzł się w moje gardło. Moje ciało zaczęło powoli opadać w nicość, później pamiętam tylko ból i ciemność.


***

Ocknęłam się kiedy słońce chowało się za horyzontem. Moje siniaki i rany zniknęły i ja czułam się inaczej. Silniejsza. Później moje wspomnienia powróciły od śmierci Giny po przemianę. Teraz już rozumiem dlaczego leżę w lesie w samej bieliźnie. Giny-dorwę jej zabójcę, a Maksem zajmę się przy okazji. Teraz kiedy jestem zupełnie odmienione dam sobie radę. Ciągle wpatrywałam się w gwiazdy leżąc nieruchomo na podłożu. Czas wracać do domu. Jednak kiedy już się podnosiłam ujrzałam karteczkę

"Od dzisiaj jesteś wampirem, czyli podlegasz nowemu prawu świata Iknes. Również podlegasz mnie, czyli Waldemarowi. Jestem tak zwanym panem dzieci piekła. Jeśli będziesz posłuszna twoje życie będzie wyglądało jak bajka, a jeśli nie to konsekwencje będą ogromne. Dokładnie za trzy noce masz się stawić w willi w Beverly Hills.


Do zobaczenia 
Waldemar" 


To są chyba jakieś żarty to nie możliwe. Jestem wampirem i jakiś gościu chcę mnie ograniczać. Nie ma takiej opcji. Może sobie o tym tylko pomarzyć. Teraz moimi priorytetami są ludzi, którzy mnie skrzywdzili i zabili Giny. Muszę się odpłacić za moje krzywdy. Ci ludzie nie pozostaną bez karni. Sama nie wiem dokąd szłam, ale próbowałam się wydostać z tego okropnego lasu. To miejsce chyba do końca życia będzie przyprawiało mnie o dreszcze. Znalazłam się przy moim rozbitym samochodzie, którego właśnie doglądała jakaś dziewczyna. Mój wzrok ujrzał jej żyłę na szyi, a szum krwi w jej żyłach przesłonił mi teraźniejszość. Poczułam jak z dziąseł wyrastają mi kły. Później w sumie nie wiem jak znalazłam się przy ofierze, ale po niespełna sekundzie poczułam słodki i kojący smak krwi. Nie myślałam o niczym innym po za
zaspokojeniem 'głodu'. Dopiero po fakcie zrozumiałam co zrobiłam. Zabiłam człowieka. W akcie desperacji zakopałam ją gdzieś w lesie aby nie było śladów. Wróciłam do samochodu w którym na szczęście miałam zapasowe ubrania. Nie powiem, że wyglądałam w za dużej bluzie i starych wytartych rurka dobrze, ale chociaż nie byłam naga. Wyjęłam z samochodu torebkę i zaczęłam się powoli oddalać. Nawet nie wyłączyłam silnika, a ten jak na złość ciągle pracował. Obróciłam się żeby spojrzeć na zmasakrowany pojazd po raz ostatni. Przy czym powróciły do mnie wspomnienia całego okropnego zajścia. Zobaczyłam iskrę, a po chwili samochód wybuchł, a ja jakimś cudem znalazłam się w sekundę ucieczki o jakieś pięćset metrów dalej. Sama nie rozumiałam jak to się stało, ale wszystko na chwilę stało się wyostrzone, a ja mknęłam jak cień pomiędzy drzewami wymijając je bez żadnej przeszkody.

Powrót do domu zajął mi klika minut. Pędziłam jak błyskawica bocznymi ulicami. Sama nie wiedziałam jak to możliwe. Jednak kiedy byłam pod domem poczułam, że mnie ktoś mnie śledzi. Rozejrzałam się po ulicy, ale nikogo nie dostrzegłam. Jednak mój wewnętrzny instynkt podpowiadał mi, że zaraz coś się stanie i mój 'obserwator' wcale nie jest człowiekiem. Podeszłam do drzwi mojego domu. Po czym otworzyłam je z rozmachem i zanim usłyszałam trzaśniecie znalazła się w kuchni trzymając nóż w ręku. Teraz wystarczyło czekać. Wyczuwałam jego obecność, ale nie byłam pewna kto to. Kiedy ujrzałam cień schowałam się za drzwiami i czekałam. Jak tylko przekroczył próg kuchni rzuciłam się na niego z nożem nie zastanawiając się nad niczym. Nie pozwolę siebie więcej razy skrzywdzić. Zaczęła się szarpanina i seria zadawanych ciosów. Jednak nóż na mało się zdał gdyż nie trafiłam go ani razu. Postać miała na głowie kaptur, więc nie wiedziałam do końca z kim mam do czynienia. Kiedy tylko udało mi się go powalić zdjęłam jednym płynnym ruchem kaptur z jego głowy i znieruchomiałam to niemożliwe.


I jak podoba wam się?
Jak myślicie czyja twarz kryję się pod kapturem?
Czy Ashley da sobie radę z postawionymi celami?