Podniosłam się z łóżka i poszłam do łazienki się ogarnąć. Wyglądałam jakby mnie z krzyża zdjęli. Miałam dość własnego bezsensownego życia bez matki, która była mi niezbędna teraz. Zostałam sama znowu. Nigdy nie miałam wsparcia, ale to tylko moja wina. Po prostu nie umiem się żalić. Zawsze sobie powtarzałam, że muszę być silna, a teraz kiedy patrzę w lustro widzę siebie jako młodą bezradną dziewczynę, która nie ma nikogo komu by na niej zależało. Czy jestem komuś potrzebna? Nie.
Kiedy wyglądałam już normalnie stwierdziłam, że jest jeden sposób na minimalne poprawienie humoru. Mianowicie wsiadłam w samochód i ruszyłam w stronę mojej ulubionego sklepu ze słodyczami. W którym kupiłam kilka tabliczek czekolady oraz krówki ciągutki. Po drodze zajechałam jeszcze do kawiarni po kubek gorącej kawy. Później tylko jeszcze wyboista leśna droga i byłam na mojej polanie. Kiedy wyłączyłam silnik. Wysiadłam z auta, podeszłam do bagażnika z którego wyjęłam koc. Ułożyłam go na masce samochodu. Później wróciłam po kawę i słodycze. Wreszcie jestem w moim świecie. Gdzie nie ma żadnych nieproszonych gości. Jestem tylko ja, kawa i słodycze. Przyjeżdżam tutaj odkąd nauczyłam się jeździć rowerem, ale jeszcze mi teraz czegoś brakowało. Po chwili zastanowienia wiedziałam co to jest. Brak mi muzyki. Zeszłam z maski mojego bmw i otworzyłam energicznie drzwi oparłam ręce o siedzenie i nacisnęłam dwa przyciski, a z głośników popłynęła spokojna smutna muzyka. Usiadłam na moim miejscu i patrzyłam się na życie, które tętniło wokół. Otworzyłam pierwsze opakowanie z czekoladą, a po moich policzkach zaczęły spływać łzy. To było nie tylko moje miejsce, ale i Giny. Zaczynałam się poważnie zastanawiać czy kiedyś znajdę drugą taką przyjaciółkę jak ona. Może miała swoje wady, ale mimo tego zawsze stawała za mną murem bez względu na sytuacje. Goniła marzenia czego ja nie potrafiłam. Zawsze żyłam w cieniu ojca i nie chciałam się z niego wychylać. Nie prosiłam się o sławę ona sama do mnie przyszła.
***
Kilka godzin później zbierałam się do odjazdu. Kiedy usłyszałam za sobą szelest w mojej głowie pojawiło się jedno słowo WAMPIR. Uciekaj podpowiadało mi moje ciało,posłuchałam go i po chwili siedziałam w aucie jadąc w stronę domu. Myślałam, że w lesie będę bezpieczna, a jednak nie. Nawet tutaj mnie dopadną. Może po prostu dam się zabić? Nie, nie mogę tego zrobić. Giny by tego nie chciała i ja też tego nie chcę, muszę ją pomścić. Nie zamiaruję tego tak zostawić. Nagle przed samochodem pojawiła się postać. Instynktownie skręciłam, wyminęłam stojące na poboczu drzewo o milimetry. Jednak to nie zwiastowało dla mnie nic dobrego. To monstrum na mnie poluję! Ja, jednak nie jestem w dobrym położeniu do drogi mam jeszcze jakieś kilka kilometrów. Zaczęła się wojna z przestrzenią i tym przerażającym potworem. Po chwili ktoś wskoczył na mój dach, a przed szybą ujrzałam jego twarz. Była piękna. Czy coś tak ślicznego może próbować mnie zabić? A jednak pozory mylą. Zaczęłam wykręcać kierownicą w obu kierunkach. Napastnik po serii zakrętów spadł z mojego samochodu. Moje serce szamotało się w piersi, a strach doprawił mnie o trzęsienie się rąk. Czemu akurat teraz? Boją się, że ich wydam. Przecież ludzie wzięli by mnie za psychicznie chorą.Na niebie widać było gwiazdy, a ja pędziłam autem pchnięta od strony bagażnika prosto na drzewo. Mój samochód nie miał teraz szans. Kiedy doszło do zderzenia nie piszczałam po prostu przygotowałam się na ból, który miał nastąpić. Zgrzyt metalu spłoszył ptaki siedzące na drzewach. Po chwili moje ciało wyleciało do przodu, a ręka rozbiła przednią szybę. Później poczułam tylko mocny ból w tylnej części czaszki od uderzenia o zagłówek. Na jakiś czas wszystko mi się rozmyło. Jednak po chwili moje ciało podjęło dalszą walkę. Nie chciałam tak umrzeć nawet nie przeżyłam jeszcze swojego pierwszego razu ani mocnego kaca, a już ocieram się o śmierć. Może jakbym miała zapięty pas to by się tak nie skończyło. Byłabym teraz silniejsza. Jednak po skroni spływała strużka krwi, a ręka obficie krwawiła do tego moja noga ugrzęzła. Pokręciłam głową z nadzieją, że mnie to otrzeźwi. Pomogło troszkę, ale po chwili strach powrócił. Kiedy zobaczyłam tego wampira wpatrującego się we mnie z rozbawieniem. Chciałam krzyczeć, ale głos uwiązł mi w gardle. Miałam dość wszystkiego, ale walczyłam dalej. Pchnęłam drzwi, które otworzył się stawiając prze de mną mały opór. Przekręciłam się na krześle i udało mi się oswobodzić nogę. Przypomniało mi się o scyzoryku, który trzymałam w szufladce. Powoli sięgnęłam w jego kierunku. Nie wiem na co on czekał, ale już dawno mógł mnie zabić. Jednak tego nie zrobił. Pytanie dlaczego? Byłam teraz łatwym celem, a zapach mojej krwi pewnie go przyciągał. Powoli zaczęłam się zsuwać z fotelu. Kiedy spadłam na ziemię, jęknęłam z bólu. Starałam się podnieść, jednak kiedy byłam na czworaka. Zostałam poderwana do góry i rzucona o jakieś dziesięć metrów dalej. Plecami wpadłam na jakieś drzewo, a moja ręka kurczowo trzymała scyzoryk. Podjęłam ponowną próbę podniesienia się na nogi. Drzewo stojące za mną znacznie mi pomogło. Miałam już lekkie zawroty głowy. Spojrzałam z przestrachem na mojego oprawcę i postanowiłam spróbować czegoś innego.
-Czemu mnie po prostu nie zabijesz, krwiopijco?-zapytałam nie rozpoznając mojego głosu, ponieważ w moim gardle panowała susza.
-Wolimy inne określenia. Dziecko piekła, wampir albo po prostu odmieniec Iknes.
-Jak sobie chcesz-udało mi się być obojętną-Odpowiesz mi?-powiedziałam prosząco. No dalej podejmij grę ze swoim posiłkiem!
-Dla ciebie jest inna przyszłość o tym zadecydował mój pan.
-Masz pana?-prychnęłam z niedowierzaniem. On tylko skinął głową-Pomyśl tylko jesteś wampirem, jesteś zadziwiająco szybki, silny i piękny nie musisz się nikogo słuchać.
-Jakbyś go znała mówiłabyś co innego. To najstarszy wampir jaki istniał. Powstał z tornada i jest silniejszy od jakiegokolwiek wampira na świecie.
-To czego od de mnie chcesz?
-Zmienić cię. Z drugiej strony Waldemar chyba się nie obrazi jak się troszkę zabawię-powiedział i ruszył w moją stronę jakby od niechcenia. Teraz to muszę zagrać zachęconą. Przygryzłam dolną wargę i zapanowałam nad łzami. Moje palne zacisnęły się jeszcze mocniej na scyzoryku.
-Jak masz na imię?
-A po co ci to wiedzieć?-zapytał. Przyciągając mnie do siebie i składając na moich ustach ognisty pocałunek. Z niechęcią go odwzajemniłam. Kiedy się oderwał zobaczyłam, że chcę ponowić pytanie, postanowiłam go uprzedzić.
-Sądziłam, że facetów podnieca dźwięk ich imienia kiedy wykorzystują kobiety.
-Maks.
Zrobił krok do tyłu i dokładnie mi się przyjrzał. Po czym rozdarł moją bluzkę. Moja szansa pojawiła się teraz. Nacisnęłam blokadę od ostrza scyzoryka, które po chwili błysnęło w mojej ręce. Po chwili wykonałam idealne nacięcie na jego szyj po jego ciele zaczęła spływać krew. Rzuciłam się do ucieczki. Nie dbałam w tym momencie o kierunek w którym biegnę. Chciałam znaleźć się jak najdalej od tego dziecka piekła jak on to ujął. Niestety po chwili usłyszałam jego gardłowy śmiech tuż nad moim uchem, a po sekundzie jego postać jakby zmaterializowała się prze de mną. Chciałam zahamować, ale on mnie ubiegł. Jego wyprostowana ręka napotkała mój brzuch, a moje ciało mimowolnie zrobiło salto w powietrzu. Upadłam na plecy. Znowu jęknęłam z bólu.-Długo jeszcze będziesz uciekać?-drwił ze mnie. Teraz przypomniało mi się jak ojciec wysyłał mnie na te wszystkie lekcje sztuk walki.
-Tyle ile będzie trzeba!
Warknęłam i kopnęłam go z całej siły w kroczę. Później wbiłam mu nóż prosto w brzuch i znowu rzuciłam się do ucieczki. Biegłam ile miałam sił, a z każdym krokiem zostawało mi ich coraz mniej. Kiedy poczułam się już w miarę bezpiecznie. Przystanęłam opierając się ręką o drzewo łapiąc łapczywie powietrze. Rozejrzałam się dookoła. Kompletnie nie znam tej części lasu. W ogóle gdzie ja jestem.-Zaczynasz mi działać na nerwy, suko!
-Oj Maks. Czyżby nie podobała ci się gra wstępna-powiedziałam głosem przesiąkniętym nienawiścią.
-Ashley!-powiedział i złapał mnie za poliki ściskając. Po jego ranach nie było ani śladu-Kochanie ty moje i tak zrobię z tobą co będę chciał.
-Nie!-krzyknęłam i zamachnęłam się prosto na jego rękę. Tym razem okazał się znacznie szybszy od de mnie, a ja leżałam przygwożdżona do ziemi z wygiętym barkiem.
-Mówiłaś coś-przekomarza się ze mną jak jakieś dziecko.
-Jasne. Puść mnie, złotko, bo bez sprawnej mojej prawej ręki nie zaznasz tej samej przyjemności-jadowitość mojego głosu można by wyczuć na kilometr. Nie miałam zamiaru dawać za wygraną.
O dziwo zwolnił uścisk i jednym szarpnięciem przewrócił mnie na plecy. Chłodny mech działa kojąco na mój ból pleców. Moje ciało nie miało już siły. Jednak mój mózg ciągle myślał co jeszcze mogę zrobić. Przypomniało mi się o tym, że jak byłam mała miałam ataki astmy, które z wiekiem mi przeszły. Jednak ja nauczyłam się je symulować, może to zadziała. Chociaż będę miała jakiś czas na ucieczkę. Zaczęłam się dusić z trudem łapiąc powietrze. Maks spojrzał na mnie z przerażeniem.
-Co ci jest?
-Ast-znowu kaszlnęłam-ma.
-O kurde, masz atak, a ja nie mogę cię zmienić, bo teraz bym ci porozrywał gardło. Masz jakiś inhalator?
-W samochodzie-wydyszałam.
Nie było go. Jaki on jest naiwny, a może ja jestem taką dobrą aktorką. Podniosłam się zaciskając zęby aby nie syknąć z bólu. Podniosłam scyzoryk i rzuciłam się ponownie do ucieczki. Zadziwiające ile ciało ludzkie może zrobić aby przetrwać. Nie dopuszczałam do siebie myśli, że mogę stać się jedną z nich. Nie będę należeć do ich świata. W pewnym momencie potknęłam się i upadłam, a na plecach poczułam jakby blokadę, która nie pozwalała mi się podnieść. To on przygniatał mnie nogą do ziemi.
-To się zaczyna robić nudne.
-To daj mi żyć. Każdy pójdzie w swoją stronę i nie będzie sprawy-powiedziałam błagalnie.
-Nie-powiedział łapiąc mnie za ramiona po czym oparł mnie o drzewo. Przysunął swoją odrażającą twarz do mojej, a potem wyszeptał-Nie ruszaj się i nie stawiaj oporu.
Wykonałam to, a moje ciało przestało się bronić. Stałam bez ruchu miarowo oddychając. Jego usta przywarły do mojej szyi oblepiając ją pocałunkami. Mój mózg krzyczał walcz, ale ciało nie odpowiadało na żaden impuls. Jakbym była zahipnotyzowana. Przecież nie patrzył mi się w oczy, ale jego szept. To jest to. Jego spokojny i ściszony głos tak na mnie podziałał.
Jak wam się podoba rozdział?
Jak myślicie Ashley uda się wyjść z tego cało?

.jpg)